Recenzja Kagami No Kuni No Harisugawa

Po przeczytaniu Pretty Face i Mx0 pozostała się już tylko jedna pozycja z większych prac Kano Yasuhiro: Kagami no Kuni no Harisugawa. W końcu i tak ma status ukończonej, zatem po wysokich notach uzyskanych przez dwie do tej pory recenzowane u nas mangi, wybór kolejnej i ostatniej tego typu pozycji z repertuaru Yasuhiro wydawał się po prostu czymś naturalnym.

Kreska i wykonanie
Jakość grafiki stoi na bardzo wysokim poziomie, wyższym niż w przypadku Mx0 i sporo wyższym niż Pretty Face, zbliżając się do produkcji bardzo utytułowanych współczesnych mangaków. Idealna nie jest, niektóre części ciała, np. w scenach ecchi nadal nie są perfekcyjne, ale postaci stworzone zostały bardzo pieczołowicie. Nie brak im feminizmu (np. Saki, która jest jak dla mnie największą ozdobą tej mangi), nie brak męskości (Tetsu), nie brak świetnie narysowanych scen, czy po prostu porządnej implementacji zasady „wygląd podąża za charakterem”. Ale niestety nadal są problemy techniczne w zakresie rozplanowania kartoników na stronach i odróżnienia time-gap’ów od normalnych wydarzeń oraz wyraźnego zaznaczenia scen całkowicie wyimaginowanych. Dochodzi też spotkanie po raz drugi z tą samą postacią, a którą jest główny bohater. Taiga i Tetsu to ta sama (nie tylko wizualnie) postać, więc czytający może mieć wrażenie, że Yasuhiro idzie w tym miejscu na łatwiznę (wyjaśnię to dokładnie w dalszej części recenzji). W zasadzie nie tylko on, bo Mao również wykazuje sporo cech Aiki z Mx0, dlatego czytelnik zaznajomiony już z Mx0 będzie miał cały czas wrażenie, że KnoKnoH to “uromansowiony” spin-off Mx0. To właśnie ten element spowodował to, że nie mogłem wystawić tutaj dziesiątki za kreskę i design postaci, a szkoda, bo manga miała definitywnie szansę na tak wysoką ocenę – jest tak ładna, że po prostu nie mam się do czego przyczepić … poza tym, co napisałem wyżej.

Najmocniejszą stroną KnoKnoH’a (Boże, jak to brzmi) jest przede wszystkim ekspresja. O tak, to coś, co potrafiło w poprzednich tytułach Yasuhiro miejscami odebrać scenie moc, której akurat w danej chwili potrzebowała. Tutaj otrzymamy naprawdę świetne lawirowanie emocjami, podkreślenie ich dokładnie w takiej skali, w jakiej jest to w danej chwili potrzebne. Akcje również są bardzo dobrze narysowane i manga nie ustępuje pod tym względem np. Mx0, ale ponieważ jest ich tutaj mniej i pozycja skupia się głównie na rozwiązywaniu dylematów wewnętrznych, to właśnie ekspresyjność odgrywa pierwsze skrzypce.

Fabuła i postaci
Ze względu na dosyć oszczędną objętość tego tytułu, pozwolę sobie tylko na krótkie przytoczenie wydarzeń odbywających się w KnoKnoH’u. Główny bohater, Tetsu Harisugawa jest zakochany w Mao Satomi, klasyka. Gorzej idzie mu jednak z wyrażeniem swoich uczuć, ponieważ Mao nie jest zbyt oswojona w stosunkach z chłopakami i jedynym przedstawicielem tejże grupy z którym jakkolwiek się porozumiewa jest właśnie Tetsu, głównie dlatego że gdy byli mali uratował ją szczodrym kopniakiem od wpadnięcia pod samochód, samemu wychodząc z obrażeniami i lądując w szpitalu. Problem w tym że podążając za nią jak cień nie jest w stanie wyznać jej swoich uczuć, chociażby z przekonania, że Mao nie widzi w nim nic więcej poza przyjacielem z dzieciństwa. Sytuacja jednak zmienia się jak w kalejdoskopie, kiedy Mao natrafia na sklep z wystawionym na witrynie tajemniczym lustrem i nie może oprzeć się jego zakupowi. Wychodząc z niego po raz drugi niemal wpada pod samochód, ale i tym razem Tetsu, jak przystało na porządnego stalkera z przypadku, ratuje ją od nieszczęścia. Problem jednak w tym, że spanikowana Mao nie może go odnaleźć, dosłownie jakby rozpłynął się w powietrzu. Dopiero po przyjściu do domu okazuje się, że Tetsu został uwięziony w nowo zakupionym przez nią lustrze, które na domiar złego okazuje się… no właśnie nie mogę powiedzieć czym, jak, dlaczego i co w tym wszystkim robi Saki, jej najlepsza przyjaciółka. Scenariusz jest zresztą zbyt dobry, aby zdradzać jego szczegóły.

Tym razem nie otrzymujemy do ręki absurdalnej komedii wyciskającej z płuc siódmych potów z tytułu łapania powietrza ze śmiechu – mangaka skupia się na o wiele bardziej wymagającym gatunku, jakim jest romans, a w zasadzie komedia romatnyczna. Automatycznie winduje to u mnie mangę na wyższy poziom, zarówno w pojęciu jej klasy, jak i wymagań, jakie przed nią będę stawiać w zakresie recenzji. W sumie nie jest to ani klasyczny romans, ani klasyczna haremówka, tylko klasyczny trójkąt miłosny z dużą dozą mistycyzmu, wynikającego z takiej a nie innej 28-chapterowej (+1, którego jednak nie będę oceniał z racji faktu, że to tylko bonus) fabuły. Wygląda zresztą na to, że Yasuhiro bardzo lubuje się w mieszaniu świata realnego z dowolną dozą jakiejkolwiek fantazji. I bardzo dobrze.

Aby romansidło w takiej konwencji miało jakąkolwiek moc przekonania widza o tym, że mimo fantazyjnej otoczki uczucia zaprezentowane w środku są jak najbardziej realne, Yasuhiro musiał poświęcić sporo uwagi na konstrukcję postaci. Muszę powiedzieć, że nie ma ich tu zbyt dużo, ale dzięki temu korelacje między nimi są bardzo przejrzyste. Postaci drugoplanowe mają tylko te cechy, które są potrzebne dla rozwoju sytuacji, nie emanują niepotrzebnie zbędnymi informacjami o sobie, dlatego cała uwaga czytającego może zostać zatrzymana na postaciach głównych. Te z kolei są bardzo skrupulatnie narysowane pod względem cech charakteru, określonych schematów logicznego postępowania i własnych decyzji. Czytając mangę możemy dowiedzieć się nie tylko co myśli głównych bohater, ale także jakie myśli i odczucia notują inne postaci pierwszoplanowe: Mao i Saki. Jedynym problemem, jaki mógłbym na tym etapie wskazać, jest wspomniane przeze mnie wcześniej podobieństwo Tetsu do głównego bohatera Mx0: Taigi. Obaj wykazują nie tylko wizualne sklonowanie, ale też wiele podobieństw charakteru i postępowania. Wygląda na to więc, że mamy do czynienia z modelowym bohaterem głównym, którego Yasuhiro wyobraża sobie tak, a nie inaczej i nic nie będzie w stanie tego zmienić. Trochę szkoda, bo w identycznej sytuacji np. Kouji Seo zapewne by z tego wyszedł, bo mimo podobieństw wizualnych umie żonglować cechami charakteru dokładnie tak, jak wymaga tego story.

Bardzo cieszy mnie fakt, że Yasuhiro lecąc po scenach dziejących się w spodziewanych w takich produkcjach miejscach, nadaje im sporej ilości nieszablonowych cech, dzięki czemu nie do końca można zarzucić mandze „odklepu” podobnych jej tytułów. Manga potrafi w pewnych miejscach wzruszyć, ale nadal jest to komedia romantyczna, więc większość wrażeń estetycznych alokuje się w sferze pozytywnej i wesołej. Nie jest to zatem przygnębiająca lektura, a zwroty akcji skutecznie odciągają od wpadnięcia w znudzenie lub przewidywanie następnych scen ze zbyt dużą łatwością. Ważnym jest też fakt, że ciągłość wydarzeń i ich rozplanowanie na osi czasu jest bardzo dobre. To wciąż tylko 28 chapterów, a więc niezbyt wiele, ale absolutnie wystarcza to na opowiedzenie całej historii na spokojnie i bez pośpiechu.

Zakończenie jest niestety dla mnie osobiście pewnym rozczarowaniem. Wydaje mi się, że jest zbyt automatyczne, może wręcz banalne i z pominięciem drobnych elementów, które miały szansę podnieść sugestywność sceny końcowej. Całość trzyma bardzo duży poziom, ale tylko przez właśnie zakończenie, które moim zdaniem mogło być sporo „mocniejsze” emocjonalnie, powstrzymam się od przyznania jej kolejnej „dziesiątki”. W takich gatunkach zakończenie często decyduje o “być albo nie być” fabuły, o jej sensie, o podsumowaniu wartości wszystkich dążeń do tego jednego jedynego zakończenia w taki a nie inny sposób, ale jeśli nie ma ono głębi, mocy przekazu, tąpnięcia w serce niczym wybuch gazu w 10-piętrowym bloku, to niestety wrażenia estetyczne, wszystkie uczucia jakie czytający zdobył przez cały okres lektury danej pozycji mogą zostać skutecznie wyprane.

Podsumowanie
Bez względu na błędy w projektowaniu postaci i rozczarowujące zakończenie muszę stwierdzić, że Kagami no Kuni no Harisugawa to kawał naprawdę solidnej roboty, której lektura będzie bardzo przyjemną i nie dłużącą się czynnością. Być może była to tylko próba Kano przed startem w jakiś większy tytuł z tej kategorii, ale jeśli tak, to istnieje olbrzymia szansa na osiągnięcie sukcesu, cokolwiek by to nie było. Fani gatunku dostają kolejną, niezwykle ciekawą pozycję do swojej kolekcji, a my dopisujemy sobie jeszcze jedną mangę z bardzo wysokimi notami opisaną na łamach MM.

Mangę w wysokiej jakości i w pełni przetłumaczoną na angielski możecie przeczytać za pomocą online readera grupy Red Hawk Scanlations.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *